O autorze
Z pasji psycholog i dietetyk holistyczny. Uwodzi pięknym, zdrowym i smacznym jedzeniem oraz świadomym podejściem do życia. Ćwiczy jogę, kocha zwierzęta, ludzi i świat. Optymistka i uważna obserwatorka rzeczywistości.

Zmieniła swoje życie diametralnie, kiedy na jej drodze stanęła oblepiona, brudna młodziutka kasztanka - towar, a nie istota. Nie zgodziła się na to.

Teraz uczy wrażliwości, segregacji śmieci, uważności, miłości, szacunku do siebie i innych.
Warszawianka, od 16 lat w szczęśliwym związku. Mama boskiego blondyna, który też nieźle namieszał swoim przyjściem na świat!

To ona qma kaszę: www.qmamkasze.pl; http://pl-pl.facebook.com/pages/qmam-kasze

Pierwszy

Pierwszy wpis. Taki ważny, zachęcający i torujący mi drogę wśród wielu innych. Miał być ciepły, wiosenny, delikatny.

A tu, zima wróciła i w dodatku mam właśnie swoje babskie dni.
Huśtają się ze mną już od dwóch dni. Bardzo wysoko, ochoczo i z uśmiechem na twarzy. Czym wyżej tym fajniej. Wszystko wokoło jest wtedy superfajne, lekkie i pociągające. Juchuuuu!!! woła całe wnętrze, pędząc taranem do przodu i szybuje w powietrzu. Zupełnie nie zważając na przyziemne troski. Ba! na żadne troski – one w sumie nie istnieją w tej pięknej rzeczywistości.

Chwilę później z tej wysokości siuuuuup w dół, jak na długiej i stromej zjeżdżalni. W szarość, codzienność i chłód. Ląduję w błocie po kolana, brnę do przodu napędzona poprzednim stanem. Trudno się przedziera ale nie chcę tu zostać. Zbieram wszystkie siły, mięśnie skrzeczą, oddech mnie dopinguje. W myślach powtarzam sobie jak mantrę jeszcze tylko dziś, a może tylko godzina lub dwie i znów zaświeci słońce. Będzie łatwiej. Nogi oblepione unieruchamiającym bagnem pogłaszcze słońce. Przytuli tak mocno, że cała to breja i szarość odklei się. Odpadnie, nie zostawiając po sobie śladu. Jakby się to nigdy nie wydarzyło, wcale nie było możliwe. Ulga i uśmiech wraca. Jest bossko i lekko, przymykam oczy.

Nierealne wraca sumiennie co miesiąc, zna się na zegarku i na kalendarzu.
Spóźniło się raz o 9 miesięcy 4 lata temu. Byłam na to gotowa.

Myślę jak wszystko się zmieniło od tych dwóch magicznych kresek na teście. Uśmiecham się, łzy ciekną po policzkach. Szczęście i słońce już mocna dla mnie świecą.

Wczoraj mój mały Miś wyjaśnił, niskim i przeciągniętym głosem że jego mama „ kuuuma kaaasze”. To było słodkie, wzruszające i podziałało.
Trwa ładowanie komentarzy...