Czasem granatowy, gniewnie gwałtowny jak pochmurne niebo. Czasem wesoły, świeżo zielony i delikatny jak poranna rosa. A może słonecznie żółty jak soczysta gruszka lub miękko i pięknie różowy.
Lubię różowy. Człowiek w nim twarzowo wygląda, wręcz przystojnieje w jego serdecznym uścisku.
To taki przyjemny kolor. Przypomina maminą pierś. Pierwszą bezpieczną przystań, pachnącą słodkim i ciepłym mlekiem.
Granatowy też lubię, czemu nie. Pachnie dla mnie szkołą. Mundurkiem z dodatkiem białego, sztywnego kołnierzyka i przypiętej agrafką tarczy.
To kolor późnego nieba, wieczornej wody pachnącej latem. Świetnie czuje się w objęciach jasno różowego. A jak pociągająco razem wyglądają!
Można by nawet pokusić się o majtkowy róż. Jak szaleć to szaleć!
Podobna jest zresztą sytuacja z elegancją szarego, głębokim butelkowozielonym czy smacznym czekoladowym brązem. Nic dodać nic ująć. Każdy inaczej fajny, wyjątkowy.
Czy chłopiec z różowym jest mniej chłopcem od tego z granatowym za to w rajstopach?
Smacznego!
