Nie polubiłam. Nie komentuję wystarczająco gorliwie lub o zgrozo, innemu dałam lajka.
Wstyd, proszę pani, wstyd i żenada.
Przypomniała mi się akurat mucha i jej jakże adekwatna końcowa kwestia z dymkiem nad głową - "zawsze coś, zawsze k...coś..."
Tak źle i tak nie dobrze.
Nic nie robić – słabo, nudno i bida panie. Robić – też się komuś nie spodoba.
Choćby ostatnio. Ludzie spotkali się żeby pobiegać. Zwyczajnie dla zdrowia, dla idei, żeby pokazać dzieciom w co warto się angażować...no i nie spodobało się.
Boston w czerni.
Weganie, wegetarianie nienormalni. Pranie mózgu próbują człowiekowi zrobić...że niby zwierzęta też mają prawa, czują, kochają, cierpią i takie tam.
Mięsożerni też źle, bo zakwaszeni a nadmiar wylewa im się kołnierzem i blokuje żyły.
Co robić się pytam?!
Nasuwa mi się tylko to. Zwyczajnie współczuć, rozumieć, z pokorą szanować i doceniać. Jesteśmy jak te kamyczki na plaży.
Każdy inny. Wyjątkowy, choć jest nas tak dużo.
W tym tłocznym, kolorowym świecie nienawiść jest już dawno passe!
