Życie się czasem niestety zacina.

Maia Sobczak
Życie czasem zacina się jak zepsuty zamek błyskawiczny w kurtce. Albo co gorsza w spodniach. Człowiek paraduje po ulicy bezczelnie rozchełstany lub w drugim przypadku wietrzy rozdziawiony rozporek.

Jest wiele sytuacji które mocnym plaśnięciem odbijają się na nas, jak rozpędzona ręka na delikatnym policzku. Jedne ważne, inne mniej. Zależy kto patrzy.



Nie polubiłam. Nie komentuję wystarczająco gorliwie lub o zgrozo, innemu dałam lajka.
Wstyd, proszę pani, wstyd i żenada.
Przypomniała mi się akurat mucha i jej jakże adekwatna końcowa kwestia z dymkiem nad głową - "zawsze coś, zawsze k...coś..."

Tak źle i tak nie dobrze.

Nic nie robić – słabo, nudno i bida panie. Robić – też się komuś nie spodoba.
Choćby ostatnio. Ludzie spotkali się żeby pobiegać. Zwyczajnie dla zdrowia, dla idei, żeby pokazać dzieciom w co warto się angażować...no i nie spodobało się.
Boston w czerni.

Weganie, wegetarianie nienormalni. Pranie mózgu próbują człowiekowi zrobić...że niby zwierzęta też mają prawa, czują, kochają, cierpią i takie tam.
Mięsożerni też źle, bo zakwaszeni a nadmiar wylewa im się kołnierzem i blokuje żyły.

Co robić się pytam?!

Nasuwa mi się tylko to. Zwyczajnie współczuć, rozumieć, z pokorą szanować i doceniać. Jesteśmy jak te kamyczki na plaży.

Każdy inny. Wyjątkowy, choć jest nas tak dużo.

W tym tłocznym, kolorowym świecie nienawiść jest już dawno passe!
Trwa ładowanie komentarzy...