Oswoić siebie.

Autor: Maia Sobczak
Autor: Maia Sobczak qmamkasze.pl
Czy powodzenie w życiu szacuje się zasobnością portfela, aktywami, władzą, sławą, urodą a może po prostu siłą z jaką lubi się i akceptuje siebie? Tak bez ściemy, bez fleszy, normalnie i na co dzień. Wtedy kiedy śmierdzi z gęby, kiedy włosy są bezlitośnie poczochrane a oczy nie poznały smaku tuszu do rzęs. W sytuacji bardzo niewygodnej, kiedy jestem zmęczona, nie wiem co odpowiedzieć, jak się zachować. Chcę oswoić siebie, nie dać się zaszczuć.

Tylko czy łatwo będzie zmierzyć się z przyjęciem na które zostali zaproszeni wszyscy....tylko nie ja?
Albo chłopak na którego zerkam od dawna, dla którego maluję usta i wybieram sukienki wreszcie bosko wyszczerzony podchodzi bardzo blisko. Czuję jego silne ciało, ciekawa smaku jego ust, przymykam oczy. Serce wali jak oszalałe w nieznośnym oczekiwaniu, by za chwilę roztrzaskać się wraz ze wzburzoną falą o skały.
Gorycz porażki tłamsi gardło, chce mi się płakać albo wręcz przeciwnie wrzeszczeć co sił w płucach. Myśli, jak cumulusy kłębią się nieposkromione. Dzikie jakieś, bez cienia akceptacji, złośliwe, grube krowy w kropki bordo.

To było tak dawno, a ślady po kopytach zostały. Mniejsze jakby ale nadal są.
No nic, trzeb przetrzeć kort i przygotować go na nowe zagrania. Mam regulaminowe 5 minut na siatkowanie zwichrzonej powierzchni. Czerwona mączka upaskudziła mi stopy. Spieszę się bardzo. Nie obchodzą mnie już te skarpety, mam tylko jedno życie.

Patrzę czasami na małe dzieci. Akceptują siebie w 100%, swoją fizyczność, to co myślą i na co mają w danej chwili ochotę. W zderzeniu ze społeczeństwem, wychodzą mocno poturbowane. Z bliznami, które nie mają zamiaru zblednąć za szybko. I myślę wtedy, co to znaczy miłość? Jak ją rozpoznać, wydobyć i ukołysać. Żeby została ze mną długo, na szczęście i te gorsze życiowe przypadki.
Mamy ją na początku, żeby po chwili wyślizgnęła się z rąk i poszybowała z wiatrem daleko, bardzo daleko. Niezauważona, nieposkromiona.
I zaczyna się wyżywka świata, podkarmiana cukrem i białą mąką.
To tak jak z pszczołami. Zabieramy im miód, którym mogą żywić się w zimie a zostawiamy rafinowany substytut miłości. Robi się z tego zaklęte koło.
Następnego lata sami będziemy wcinać substytut miodu, wypasiony na białym szaleństwie.

Natura wymyśliła wszystko bardzo prosto a za razem hiper skomplikowanie. Rodzimy się już oswojeni, bez lęku, w ufności że świat na nas czekał i jest dla nas miejsce. Dla każdego.
A potem...wyszło jak zwykle. Obdrapane drzwi zamknęły się i nie mogę do cholery nigdzie znaleźć klucza.
Może został w cudzych szortach? A niech to, wiedziałam żeby nie pożyczać.

Teraz to już tylko wytrych mnie ratuje. Sama nim jestem, teraz to widzę.
Trwa ładowanie komentarzy...